Mamy prawdziwe trzęsienie ziemi na polskim rynku walut cyfrowych. Prezydent Karol Nawrocki oficjalnie zawetował projekt ustawy wdrażającej unijne przepisy MiCA (Markets in Crypto-Assets Regulation). Decyzja ta wywołała falę entuzjazmu wśród polskich przedsiębiorców i inwestorów. Dlaczego? Ponieważ proponowane przez rząd przepisy były – delikatnie mówiąc – bardzo niekorzystne dla rodzimego biznesu.
To sygnał, że Polska nie zgodzi się na bezmyślne kopiowanie unijnych dyrektyw, jeśli te mają szkodzić naszej gospodarce. Branża kryptowalut, która od miesięcy żyła w niepewności, w końcu może odetchnąć z ulgą.
Nie dla biurokratycznego potwora
O co tak naprawdę poszło? Unia Europejska stworzyła ramy prawne dla krypto (MiCA), ale każdy kraj musi je wdrożyć po swojemu. Polski rząd przygotował dokument, który przeraził ekspertów. Zamiast prostych i przejrzystych zasad, dostaliśmy ponad sto stron skomplikowanych regulacji.
Kancelaria Prezydenta słusznie zauważyła absurd tej sytuacji. Nasi sąsiedzi, tacy jak Czechy, Słowacja czy Węgry, poradzili sobie z tym tematem znacznie lepiej. Ich ustawy liczą zaledwie kilka lub kilkanaście stron. Polska wersja była “rozdmuchana do niebotycznych rozmiarów”.
Prezydent uznał, że tak skomplikowane prawo po prostu zabiłoby innowacyjność nad Wisłą. Zamiast wspierać rozwój, ustawa tworzyła bariery nie do przejścia dla małych firm.
Ochrona polskich firm przed ucieczką
Gdyby ustawa w tej formie weszła w życie, scenariusz byłby prosty i smutny. Polskie firmy kryptowalutowe zaczęłyby masowo uciekać z kraju. Kierunki? Cypr, Malta albo Estonia – tam, gdzie prawo jest przyjaźniejsze.
Decyzja o wecie zatrzymała ten proces. Dzięki temu polscy przedsiębiorcy mogą dalej działać na rodzimym rynku, zamiast płacić podatki za granicą. To kluczowe dla naszego budżetu.
Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta, wyjaśnił to bardzo dosadnie: “Prezydent Karol Nawrocki korzysta z konstytucyjnej prerogatywy weta tylko wtedy, kiedy przepisy zagrażają wolnościom Polaków, ich majątkowi i stabilności państwa. A ta ustawa takie realne zagrożenia tworzy”.
Zbyt wysokie opłaty i faworyzowanie banków
Kolejnym powodem weta były pieniądze. W proponowanej ustawie opłaty nadzorcze dla firm zostały ustalone na tak wysokim poziomie, że małe startupy nie miałyby szans na przetrwanie. To zabetonowałoby rynek.
Co gorsza, prezydent ocenił, że nowe prawo faworyzowałoby wielkie, zagraniczne korporacje oraz tradycyjne banki. Polskie innowacyjne projekty finansowe zostałyby zepchnięte na margines lub całkowicie zniszczone.
Nawrocki dotrzymał tym samym obietnic z kampanii wyborczej. Podkreślał wtedy, że nie pozwoli na ograniczanie wolności inwestowania w nowoczesne aktywa. I słowa dotrzymał.
Inspiracja zza oceanu?
Ciekawym wątkiem jest podejście prezydenta do samej idei regulacji. Nawrocki stawia na deregulację, co przypomina ruchy Donalda Trumpa i amerykańskiego MAGA. Zamiast dokręcać śrubę, luzujemy ją.
Chodzi o to, by państwo nie przeszkadzało w robieniu biznesu. Unijne MiCA miało ujednolicić rynek, ale polski rząd poszedł o krok za daleko, tworząc niepotrzebne ograniczenia. Prezydent powiedział temu stanowcze “nie”.
Co dalej z ustawą?
Sytuacja jest teraz patowa, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu dla branży. Sejm teoretycznie może odrzucić weto prezydenta. Jednak żeby to zrobić, potrzebuje większości 3/5 głosów.
Obecna koalicja rządząca niemal na pewno nie ma takiej siły w parlamencie. Oznacza to, że weto jest skuteczne i ostateczne dla tej wersji dokumentu.
Teraz piłka jest po stronie rządu. Muszą usiąść do stołu jeszcze raz i napisać ustawę od nowa. Tym razem musi być ona:
– Krótsza i prostsza.
– Przyjaźniejsza dla małych firm.
– Pozbawiona absurdalnych opłat.
Istnieje duża szansa, że kolejna wersja będzie po prostu lepsza. Kancelaria Prezydenta sugeruje, że jeśli nowa ustawa będzie rozsądna i ograniczona (podobnie jak w Czechach), podpis Nawrockiego będzie tylko formalnością.
Dwie strony medalu
Musimy jednak pamiętać, że ta sytuacja ma też mały minus. Polski rynek krypto na chwilę pozostaje “na uboczu” europejskiego systemu prawnego. Podczas gdy inne kraje już wdrażają swoje ramy prawne i budują infrastrukturę, my musimy czekać na nowe przepisy.
Jesteśmy teraz w pozycji goniącego. Ale jak to mówią – lepiej gonić na zdrowych zasadach, niż biec w przepaść z kulą u nogi w postaci złego prawa.
Dla przeciętnego użytkownika krypto w Polsce to jednak świetna wiadomość. Nie będzie blokowania domen, niejasnych przepisów i ryzyka, że ulubiona polska giełda nagle zniknie z rynku. Mamy czas na stworzenie prawa, które naprawdę będzie służyć ludziom, a nie urzędnikom.

