Cześć wszystkim. Zarejestrowałem się, bo czytam to forum od kilku tygodni. Siedzę cicho i próbuję zrozumieć ten cały świat. Aż mi głowa paruje. Wszyscy wydajecie się wiedzieć, co robicie. Ja? Ja jestem totalnie zielony. Ale do rzeczy. Mam jedno, główne pytanie, które pewnie słyszeliście tysiąc razy. Ile można zarobić miesięcznie na kryptowalutach? Pytam poważnie. Bez ściemy. Bo historie, które słyszę, to jest jakiś kosmos.
Pracuję na etacie. Wiecie, taka normalna robota. Wstaję rano, kawa, biuro, osiem godzin, powrót. Pensja jest. Zawsze na czas. Ale na co ona wystarcza? Na opłacenie rachunków, na jedzenie, na jakiś mały kredyt. Na wakacje trzeba odkładać pół roku. O własnym mieszkaniu w dużym mieście to mogę pomarzyć, chyba że na kredyt na resztę życia. I tak sobie myślę, czy tak ma wyglądać następne trzydzieści lat? Trochę to smutne. Zacząłem więc szukać. Jakiejś alternatywy. Jakiegoś “planu B”.
No i wszędzie wyskakują one. Kryptowaluty. Bitcoin, Ethereum i tysiąc innych, których nazw nie potrafię wymówić. Mój szwagier coś tam kiedyś kupił. Za śmieszne pieniądze. Teraz podobno spłacił hipotekę. Kolega z pracy ciągle sprawdza jakieś wykresy na telefonie. Raz się cieszy jak dziecko, a raz wygląda, jakby mu świat na głowę spadł. W internecie to już w ogóle festiwal. Wszyscy są milionerami. Wszyscy jeżdżą nowymi furami. Wszyscy “rzucili etat”. Pytanie, ile w tym prawdy? Bo ja już stary jestem i w bajki nie wierzę. A może jednak powinienem?
Próbowałem trochę sam poczytać. Oglądałem jakieś filmiki. Wiecie, “Jak zacząć”, “Top 5 kryptowalut”, “Zarabiaj 1000$ dziennie”. I powiem wam, że jestem jeszcze głupszy niż byłem. Blockchain. Staking. Mining. HODL. FUD. DeFi. NFT. To jest jak inny język. Ja nie rozumiem tej technologii. Może i nie muszę. Czy mechanik musi rozumieć zasady termodynamiki, żeby naprawić silnik? No właśnie. Ja chcę wiedzieć, czy to narzędzie działa. Czy to przynosi pieniądze.
I tu dochodzimy do sedna. Bo jedni mówią, że to rewolucja. Że to przyszłość finansów. Że za dziesięć lat będziemy się śmiać z tych, co trzymali pieniądze w banku. Inni mówią, że to piramida finansowa. Że to największa bańka w historii. Że to wszystko zaraz walnie i ludzie zostaną z niczym. A ja stoję pośrodku i nie wiem, komu wierzyć.
Powiedzmy, że mam trochę oszczędności. Powiedzmy pięć tysięcy złotych. Albo dziesięć. Tyle, że jak stracę, to nie pójdę z torbami. Ale zaboli. I co ja mam z tym zrobić? Kupić tego Bitcoina? Czy może jakieś inne, tańsze? I co dalej? Czekać? Jak długo? Dzień? Miesiąc? Rok? Czytam o ludziach, co robią “day trading”. Siedzą i klikają. Kupują taniej, sprzedają drożej. Setki razy dziennie. To brzmi jak praca na pełen etat, tylko bardziej stresująca. Ja mam swoją pracę. Nie mogę patrzeć w telefon co pięć minut. To odpada.
Potem jest to “hodlowanie”. Kup i trzymaj. Zapomnij na pięć lat. To brzmi bezpieczniej. Ale czy na pewno? A jeśli za pięć lat to będzie warte zero? Poza tym, ja bym chciał widzieć efekty trochę szybciej. Nie chcę czekać do emerytury. Chcę poprawić swoją sytuację teraz. A przynajmniej w perspektywie roku, dwóch.
No i jest jeszcze “staking”. To zrozumiałem jako taką lokatę. Wpłacasz swoje krypto i dostajesz odsetki. Brzmi sensownie. Ale ile tych odsetek? 5% rocznie? 10%? To w sumie nieźle, lepiej niż w banku. Ale czy to jest to, co daje te mityczne “lambosy”? Chyba nie.
Więc wracam do mojego pytania. Ile wy zarabiacie? Wy, ludzie z tego forum. Co siedzicie w tym od lat. Czy to jest dla was główne źródło dochodu? Czy tylko dodatek do pensji? Mówimy o 500 złotych miesięcznie? Czy o 5000 złotych? A może 50 000? Wiem, że zaraz mi powiecie “to zależy”. Zależy od wkładu. Zależy od strategii. Zależy od ryzyka. Zależy od szczęścia. Wszystko rozumiem. Ale spróbujcie mi dać jakiś rząd wielkości.
Chcę wiedzieć, czy gra jest warta świeczki. Czy jest sens w ogóle w to wchodzić? Czy jest sens poświęcać czas na naukę tych wszystkich skomplikowanych rzeczy? Czy ja, taki zwykły człowiek po trzydziestce, pracujący na etacie, mam tu jakiekolwiek szanse? Czy to jest tylko gra dla rekinów finansjery i geniuszy komputerowych?
Nie szukam obietnicy złotych gór. Nie liczę, że wrzucę tysiąc złotych i za miesiąc będę milionerem. Chcę po prostu wiedzieć, czy jest realna szansa, żeby systematycznie, miesiąc w miesiąc, dorabiać sobie do pensji. Powiedzmy, drugą pensję. Albo chociaż jej połowę. Czy to jest realny cel? Czy to mrzonka? Bądźcie szczerzy. Nie chcę, żebyście mi coś sprzedawali. Chcę opinii. Prawdziwych historii. Ile wam się udało zarobić w dobrym miesiącu? Ile straciliście w najgorszym? Jak wygląda wasz “przeciętny” miesiąc na tym rynku?
Dzięki z góry za każdą odpowiedź. Trochę się rozpisałem, ale musiałem to z siebie wyrzucić. Może ktoś był w podobnym miejscu co ja teraz i coś mi doradzi.
Pozdrawiam, Marek
1 odpowiedź na forum
Stary, witaj w klubie. Przeczytałem wszystko. I powiem Ci jedno. Zadajesz złe pytanie. Ale to dobrze. Każdy na początku je zadaje.
“Ile można zarobić MIESIĘCZNIE?”
Widzisz, to jest myślenie z etatu. Pracujesz, szef płaci. Co miesiąc. W krypto nie ma “co miesiąc”. To nie jest pensja. To nie jest lokata w banku (chociaż są rzeczy, które ją udają).
Kryptowaluty to jest Dziki Zachód. To jest jeden wielki, szalony rollercoaster.
W jednym miesiącu możesz zarobić 100% na swoim wkładzie. Cieszyć się jak głupi. A w następnym miesiącu możesz stracić 70% z tego, co masz. I co wtedy?
Pytanie o “miesięczne zarobki” nie ma sensu. To tak, jakbyś kupił sztabkę złota i pytał, ile Ci miesięcznie zapłaci. Ona nic nie płaci. Po prostu leży. Jej wartość się zmienia. Kupisz za 5000, za rok może być warta 10000. Albo 3000.
Na krypto patrzy się w długim terminie. Bardzo długim. Mówimy o latach. Nie miesiącach.
Twój kolega, co patrzy w telefon i raz się cieszy, a raz płacze? On pewnie próbuje “trejdować”. Czyli kupić tanio, sprzedać drogo. Codziennie. To jest najszybsza droga do psychiatryka i utraty kasy. Serio. 95% ludzi na tym traci. Ty masz etat, nie masz na to czasu. I bardzo dobrze. Oszczędzisz sobie nerwów.
Ty myślisz o “drugiej pensji”. To realne? Tak. Ale nie jako “pensja”. Raczej jako “premia” raz na parę lat.
Masz 10 tysięcy? Super. Załóżmy, że kupujesz dziś Bitcoina. Przez rok nic się nie dzieje. Cena stoi. Twój “miesięczny zarobek” to zero. Potem przychodzi hossa. Rynek szaleje. W trzy miesiące Twoje 10 tysięcy robi się warte 40 tysięcy. Sprzedajesz. Zarobiłeś 30 koła. Ale to nie był zarobek “miesięczny”. To był jeden strzał. Teraz musisz czekać na kolejną okazję. A może być tak, że kupisz za 10 tysięcy i przez dwa lata będzie warte 3 tysiące. Wytrzymasz? Nie sprzedasz ze strachu?
To jest prawdziwe pytanie. Nie “ile zarobię”, tylko “ile jestem gotów stracić”.
Napisałeś o “stakingu”. To jest ta “lokata”. Dajesz komuś swoje krypto, a on Ci płaci odsetki. Np. 5% rocznie. Brzmi fajnie. Lepiej niż w banku. Ale pamiętaj. Płacą Ci w tej kryptowalucie. Jak wpłacisz 100 monet “X” i dostaniesz 5 monet odsetek, to masz 105 monet. Ale jak cena monety “X” spadnie przez ten rok o 50%, to i tak jesteś w plecy. Mocno w plecy. To nie jest bezpieczne.
Więc jaka jest moja odpowiedź?
Jeśli chcesz “dorobić” co miesiąc – idź na nadgodziny. Serio. Będziesz miał pewną kasę.
Jeśli chcesz spróbować zmienić swoje życie za 5-10 lat – to jest miejsce dla Ciebie.
Co bym Ci radził? Weź 10% tych oszczędności. Tyle, ile możesz stracić i o tym zapomnieć. 1000 zł? 2000 zł? Kup za to dwie główne monety: Bitcoina (BTC) i Ethereum (ETH). Pół na pół. Kup to na jakiejś dużej, znanej giełdzie. I ZAPOMNIJ. Skasuj aplikację. Nie patrz na cenę. Żyj swoim życiem. Zajrzyj tam za dwa lata.
To jedyna rada dla kogoś, kto pracuje na etacie i jest “zielony”. Nie szukaj miesięcznych zarobków. Szukaj inwestycji na lata.
Ci goście od “Lambosów”? To albo ściemniacze, którzy chcą Ci sprzedać kurs. Albo goście, co mieli farta i kupili coś za dolara, co dziś jest warte milion. To się zdarza. Jak wygrana w totka. Też się zdarza. Ale raczej na to nie liczysz, planując budżet, prawda?
Więc tak. Można zarobić. Fortunę. Ale można też wszystko stracić. Nie ma tu żadnej gwarancji. A już na pewno nie ma “miesięcznej pensji”.
Powodzenia. I cierpliwości. To ważniejsze niż kasa.

