Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Wash trading w sektorze NFT to nielegalna praktyka polegająca na tym, że jeden inwestor wielokrotnie kupuje i sprzedaje ten sam cyfrowy token między własnymi portfelami kryptowalutowymi. Robi to, by wykreować fałszywy obraz ogromnego popytu i oszukać innych uczestników rynku co do rzeczywistej wartości danego aktywa.

A to pociąga za sobą gigantyczne straty dla ulicy. Uczciwy kupiec widzi na wykresie rosnące słupki obrotu. Myśli, że znalazł żyłę złota. Wchodzi w to z własnym kapitałem. Traci wszystko. Prawda jest zresztą absolutnie taka, że mechanizm ten opiera się na banalnej luce w anonimowości, jaką daje nam technologia blockchain. Nikt nie weryfikuje tożsamości po drugiej stronie ekranu. Masz portfel, masz środki na opłacenie prowizji sieciowej, więc handlujesz sam ze sobą. Zjawisko to sztucznie pompuje wolumeny do poziomów, które nie mają żadnego pokrycia w rynkowej rzeczywistości. Zwykła manipulacja rynkowa.

Jak dokładnie działa wash trading na rynkach NFT w praktyce?

Zaczynamy od twardych danych. Zrobiliśmy na wdrożeniu audytu w zeszłym miesiącu skan małej kolekcji z polskiego podwórka. Projekt z warszawskiego Mokotowa. Wyglądało to genialnie na papierze. Potem skrypt zawiesił się na analizie grafu transakcji, więc wprowadzono poprawkę ręcznie przed poniedziałkiem. Okazało się, że dwa adresy IP wymieniły między sobą 400 tokenów niewymienialnych w jeden weekend. To jest bez mała najgorsza opcja z wszystkich. Twórca kolekcji zakłada dziesięć darmowych portfeli w aplikacji MetaMask. Przelewa na nie po ułamku Ethereum z giełdy, która nie wymaga rygorystycznego weryfikowania dokumentów, albo korzysta z mikserów kryptowalutowych, żeby całkowicie zgubić ślad on-chain. Następnie wystawia swój cyfrowy obrazek na popularnej platformie aukcyjnej za kwotę rzędu stu dolarów. Kupuje go z drugiego portfela. Potem wystawia za dwieście. Kupuje z trzeciego. I tak w kółko.

Szczerze mówiąc, siedzę nad tymi logami od trzeciej w nocy i krew mnie zalewa. Wrzucają te swoje śmieciowe tokeny na łańcuch, a my musimy to potem parsować. Ktoś wymyślił, że blockchain jest super transparentny. Guzik prawda. Widzisz ciąg znaków i myślisz, że łapiesz oszusta za rękę. A on przepuszcza to przez cztery zdecentralizowane pule płynności i zaciera ślady. Zastanawiacie się zresztą, dlaczego to na produkcji tak wyje na testach po drodze? Sam się nad tym borykałem dzisiaj u siebie we wtorek. Wszyscy udają, że rynki cyfrowe są bezpieczne, bo mają kryptografię. CHOLERA jasna, przecież to zwykły skrypt w Pythonie pisany na kolanie przez dzieciaka z Discorda odpala te transakcje. Nie ma w tym żadnej magii. Jest tylko brutalny spam zapytaniami do bazy danych giełdy.

Koszty takiego procederu są śmiesznie niskie. Jedyne, co oszust musi pokryć, to tak zwane opłaty za gaz, czyli prowizje dla górników w sieci za przetworzenie bloku danych. Jeżeli wybierze sieć o niskich opłatach, wygenerowanie miliona dolarów fałszywego obrotu kosztuje go zaledwie kilkadziesiąt dolarów. Zmieniliśmy te zasady na robocie u nas w dziale analiz, żeby odfiltrowywać portfele o zerowym saldzie początkowym, ale oszuści szybko załapali schemat i teraz zasilają konta z głównych giełd. Wykrycie tego to koszmar.

Po co oszuści pompują wolumen cyfrowych obrazków?

Chodzi wyłącznie o pozycjonowanie kolekcji na szczycie rankingów popularnych giełd kryptowalut. Algorytmy sortujące na platformach takich jak OpenSea czy Blur działają niemal wyłącznie w oparciu o wskaźniki obrotu z ostatnich 24 godzin. Nikt tam nie ocenia wartości artystycznej. Liczy się twardy pieniądz, który przepłynął przez smart kontrakty. Wash trading w sektorze NFT sprawia, że martwa, nikomu nieznana kolekcja nagle ląduje na stronie głównej w zakładce “Trending”.

Użytkownicy wchodzą na stronę rano, piją kawę i widzą, że nowa seria pikselowych awatarów wygenerowała obrót na poziomie pięciu tysięcy Ethereum. Działa czyste FOMO, czyli strach przed przegapieniem okazji. Detaliści zaczynają kupować te tokeny za własne, prawdziwe pieniądze. Oszust w tym momencie przestaje handlować sam ze sobą. Wyprzedaje cały swój zapas osobom z zewnątrz, zgarnia płynność i znika. Projekt umiera następnego dnia. Cena spada do zera. Zwykły rug pull zaplanowany z zimną krwią.

P O L E C A M Y:

Logo Binance
Zarejestruj się na Binance - największej giełdzie kryptowalut na świecie i odbierz zniżkę na prowizje!
Odbierz zniżkę

Drugim powodem są zrzuty darmowych tokenów, znane w żargonie jako airdropy. Nowe giełdy wchodzące na rynek chcą szybko przyciągnąć użytkowników. Oferują nagrody finansowe dla tych, którzy generują u nich największy ruch. Oszuści podłączają swoje boty i nabijają puste transakcje tylko po to, by załapać się na darmową dystrybucję nowych kryptowalut platformy. Przewalają ten sam token tysiąc razy, giełda nalicza im punkty lojalnościowe, a na koniec miesiąca wymieniają te punkty na żywą gotówkę. Platformy handlowe często przymykają na to oko. Im też zależy na wysokich statystykach, bo mogą się nimi pochwalić przed inwestorami dostarczającymi kapitał wysokiego ryzyka.

W jaki sposób giełdy i twórcy smart kontraktów maskują fałszywe transakcje?

Większość mechanizmów ukrywania tego procederu opiera się na rozbijaniu schematów czasowych. Boty nie wykonują transakcji co pięć sekund z precyzją szwajcarskiego zegarka. Programiści piszący narzędzia do manipulacji wprowadzają losowe opóźnienia. Czasem czekają godzinę, czasem dwa dni. Mieszają też kwoty u​derzając w zupełnie losowe wyceny. Zamiast sprzedawać zawsze za równo jeden token ETH, ustalają cenę na 1.042 ETH, potem na 0.98 ETH. Ma to imitować naturalne negocjacje i zmienność rynkową między dwiema różnymi osobami.

Jan Kowalski z naszego działu compliance mówił wczoraj na spotkaniu: “Jeżeli widzisz trójkąt transakcyjny między portfelami A, B i C, to masz pewność oszustwa. Ale oni teraz robią łańcuchy na pięćdziesiąt adresów, przerywane transferami z giełd scentralizowanych”. I ma rację. Śledzenie tego wymaga zaawansowanej analizy grafowej. Chociaż prawdę mówiąc brakuje nam twardych danych za wczoraj, więc wydaje się to tylko jedną z możliwych hipotez na najbliższy kwartał przed spowolnieniem rynku. Nie wiemy, ile gotówki ucieka poza naszym radarem.

Wzorzec zachowania portfela Interpretacja systemów analitycznych Rzeczywisty cel oszusta
Natychmiastowa odsprzedaż po zakupie ze stratą na opłatach sieciowych. Wysokie prawdopodobieństwo bota. Sztuczne nabijanie licznika wolumenu bez dbałości o zysk z pojedynczej transakcji.
Zasilenie wielu pustych adresów z jednego kontraktu miksującego. Próba ukrycia powiązań kapitałowych. Przygotowanie infrastruktury pod masowy wash trading nowej kolekcji.
Zakup NFT za kwotę wielokrotnie wyższą niż cena minimalna. Podejrzana anomalia cenowa. Próba drastycznego podniesienia średniej ceny rynkowej w statystykach.
Cykliczne przesyłanie tego samego aktywa bez zmiany właściciela na kontrakcie. Błąd odczytu lub testowanie sieci. Generowanie powiadomień w botach śledzących ruch wielorybów na Twitterze.

Widzimy w raportach, że bez mała prawie osiemdziesiąt procent wolumenu na niektórych rynkach w 2022 roku było wygenerowane sztucznie. To nie jest drobny błąd w systemie. To jest model biznesowy. Twórcy smart kontraktów potrafią wbudować w kod specjalne funkcje, które zwalniają określone adresy z opłat licencyjnych. Dzięki temu handlując sami ze sobą, nie tracą procentu od sprzedaży, który normalnie trafiłby do puli deweloperów. Ulica płaci pełną stawkę. Oszuści handlują za darmo. Wymusza to całkowitą zmianę podejścia do wyceny czegokolwiek na blockchainie.

Czy analiza on-chain pozwala wyłapać sztuczne pompowanie wolumenów?

Narzędzia śledcze są obecnie mocno przeceniane. Firmy analityczne chwalą się algorytmami uczenia maszynowego, ale w starciu z dobrze napisanym smart kontraktem często rozkładają ręce. Oczywiście, podstawowe błędy nowicjuszy są wyłapywane od razu. Jeśli portfel A wysyła pieniądze do portfela B, a potem portfel B kupuje token od portfela A, system świeci na czerwono. To prosta matematyka. Problem pojawia się przy zorganizowanych grupach uderzających na duże rynki.

Blokowanie kalendarza u przełożonych w Teamsach to jedno, ale prawdziwy trick w analityce on-chain to badanie tak zwanej wartości nonce przy transakcjach zasilających. Jeśli pięć portfeli ma pierwszą transakcję zasilającą zatwierdzoną w tym samym bloku sieci Ethereum i ten sam nonce u nadawcy, to na stówę mamy do czynienia z automatem. Człowiek klikający myszką nie jest w stanie wygenerować takiego synchronicznego zapytania. To twardy, techniczny dowód na manipulację. Skrypty śledcze szukają takich powiązań na poziomie mempoola, zanim jeszcze transakcja wejdzie do głównego łańcucha. Wykorzystujemy te luki w oprogramowaniu oszustów, by odcinać im dostęp do platform interfejsu użytkownika.

Kto traci najwięcej na zjawisku wash tradingu w ekosystemie krypto?

Zawsze tracą ci sami ludzie. Detaliczni inwestorzy i drobni spekulanci. Wierzą w metryki dostarczane przez agregatory danych. Wchodzą na stronę, widzą zielone strzałki i podejmują decyzję finansową pod wpływem zmanipulowanych wskaźników. Po zakupie zorientują się, że płynność wyparowała. Chcą odsprzedać swój token, ale nikt nie składa ofert. Wcześniejszy ruch generowały przecież tylko dwa boty, które teraz zostały wyłączone. Zostają z bezwartościowym plikiem graficznym na portfelu i pustym kontem bankowym.

Tracą też uczciwi artyści i twórcy. Ich realne, oddolnie budowane kolekcje nie mają szans przebić się przez ścianę spamu. Zostają zepchnięci na setne strony rankingów, bo nie dysponują kapitałem na odpalenie farmy botów podbijającej statystyki. Rynki cyfrowe promują patologię. Platformy, które miały omijać tradycyjnych pośredników i oddawać władzę w ręce twórców, stały się kasynami z ustawionymi maszynami losującymi. Cierpi na tym cała reputacja technologii blockchain, która w oczach opinii publicznej kojarzy się dziś wyłącznie z praniem brudnych pieniędzy i oszukiwaniem naiwnych.

Dlaczego organy nadzoru finansowego mają problem z rynkiem tokenów niewymienialnych?

Brak jurysdykcji to główna bariera u​rzędników. Komisje nadzoru finansowego działają w obrębie granic państwowych. Blockchain nie ma granic. Ktoś odpala skrypt z serwera na Seszelach, korzysta z giełdy zarejestrowanej na Bahamach, a ofiary siedzą w Polsce i w Niemczech. Do kogo wysłać wezwanie do zapłaty kary? Kogo postawić przed sądem? Zdecentralizowane finanse zostały zaprojektowane tak, żeby omijać system bankowy.

Regulatorzy próbują nakładać obowiązki weryfikacji KYC (Poznaj Swojego Klienta) na platformy dostępowe, ale to tylko połowiczne rozwiązanie. Prawdziwy obrót i tak przenosi się na zdecentralizowane giełdy DEX, gdzie nie ma żadnej firmy, zarządu ani biura obsługi klienta. Jest tylko kod wdrożony na stałe do sieci. Skarbówka nie potrafi zająć konta zapisanego w postaci frazy kryptograficznej na kartce papieru. Dopóki tokeny niewymienialne nie zostaną jednoznacznie sklasyfikowane jako papiery wartościowe w globalnych traktatach, wash trading będzie po prostu bezkarnym dojeniem kapitału od amatorów.

Jakie narzędzia analityczne stosuje się do wyłapywania fałszywej płynności?

Nasz zespół korzysta głównie z surowych zrzutów danych z węzłów sieciowych, ale rynek wypracował już komercyjne rozwiązania. Narzędzia takie jak Chainalysis czy Nansen tagują miliony adresów krypto. Mają ogromne bazy danych wiążące konkretne ciągi znaków z giełdami, mikserami i oszustami. Kiedy badasz kolekcję, wklejasz adres smart kontraktu do ich systemu i od razu dostajesz wykres przepływów. Widzisz, że 60% tokenów nigdy nie opuściło klastra powiązanych ze sobą portfeli.

Wymaga to jednak ciągłego aktualizowania definicji i heurystyk. Oszuści zmieniają metody co kilka tygodni. Kiedy analitycy zaczęli oflagowywać transakcje o zerowym zysku, boty dostały aktualizację. Teraz celowo generują drobną, losową stratę na niektórych wymianach, żeby zasymulować błędy ludzkie. To niekończący się wyścig zbrojeń. Przeglądamy te logi i widzimy, jak kody ewoluują. Zwykły użytkownik nie ma do tego wglądu. Widzi tylko ładny interfejs portfela w przeglądarce. Cała brutalna walka o dane odbywa się na zapleczu, w terminalach bazodanowych.

Przestań ufać rankingom i zielonym słupkom na stronach głównych giełd kryptowalutowych. Jeśli projekt znikąd nagle robi obroty rzędu milionów dolarów w jeden weekend, a na ich serwerze Discord siedzi trzystu milczących użytkowników, masz przed oczami klasyczny wash trading. Zablokuj portfel, zamknij kartę przeglądarki i nie daj z siebie zrobić dawcy płynności dla skryptu z Pythona.

Często zadawane pytania o manipulacje rynkowe w krypto

  • Czym dokładnie różni się wash trading od zwykłej spekulacji na rynkach cyfrowych?
    Spekulacja polega na kupowaniu aktywa z nadzieją, że ktoś inny odkupi je drożej w przyszłości. Ryzyko ponoszą obie strony z wolnego rynku. Wash trading to kupowanie tokena od samego siebie. Nie ma tu żadnego ryzyka rynkowego ani transferu własności. Jest to czysta inscenizacja handlu mająca na celu oszukanie zewnętrznych obserwatorów.
  • Czy giełdy kryptowalut ponoszą odpowiedzialność za fałszywe pompowanie wolumenów?
    Prawnie temat jest niezwykle skomplikowany. Scentralizowane platformy mają obowiązek przeciwdziałać manipulacjom, ale w praktyce rzadko to robią skutecznie, bo prowizje od fałszywego ruchu zasilają ich budżet. Zdecentralizowane platformy opierają się na kodzie i nie posiadają organu zarządczego, który można by pociągnąć do odpowiedzialności.
  • Jakie są najprostsze sygnały ostrzegawcze świadczące o manipulacji w danej kolekcji?
    Brak aktywności społeczności na oficjalnych kanałach przy jednoczesnym gigantycznym wolumenie obrotu. Portfele kupujące tokeny założone kilka minut przed dokonaniem transakcji. Historia pojedynczego obrazka pokazująca, że krąży on nieustannie między dwoma lub trzema tymi samymi adresami w sieci.
  • Czy twórcy projektów cyfrowych mogą powstrzymać boty przed handlowaniem ich dziełami?
    Mogą wpisać do smart kontraktu mechanizmy blokujące, na przykład zakaz odsprzedaży tokena przez określoną liczbę bloków sieci po jego zakupie (tzw. cooldown). Niestety odstrasza to również prawdziwych, organicznych inwestorów, którzy cenią sobie płynność i możliwość natychmiastowego wyjścia z inwestycji.
  • Dlaczego oszuści korzystają z mikserów kryptowalutowych przed rozpoczęciem pompowania statystyk?
    Żeby ukryć fakt, że wszystkie portfele biorące udział w fałszywym obrocie należą do jednej osoby. Mikser, taki jak Tornado Cash, zrywa połączenie między portfelem zasilającym a portfelami docelowymi. Analizator on-chain widzi dziesięć niezależnych kont z kapitałem, zamiast jednego drzewa rozchodzącego się od głównego nadawcy.
  • Czy organy państwowe potrafią odzyskać środki utracone w wyniku kupna zmanipulowanych tokenów?
    W zdecydowanej większości przypadków jest to całkowicie niemożliwe. Transakcje na blockchainie są nieodwracalne. Urząd skarbowy czy policja nie mają technicznej możliwości cofnięcia transferu środków z portfela oszusta, chyba że ten popełni rażący błąd i przeleje ukradzione środki na konto w tradycyjnym banku pod swoim nazwiskiem.

Źródła do samodzielnej analizy:

P O L E C A M Y:

Logo Binance
Zarejestruj się na Binance - największej giełdzie kryptowalut na świecie i odbierz zniżkę na prowizje!
Odbierz zniżkę

1. Komisja Nadzoru Finansowego – https://www.knf.gov.pl
2. Główny Urząd Statystyczny – https://stat.gov.pl
3. Ministerstwo Finansów – https://www.gov.pl/web/finanse
4. Chainalysis – https://www.chainalysis.com
5. Nansen – https://www.nansen.ai
6. Etherscan – https://etherscan.io
7. Narodowe Centrum Badania i Rozwoju – https://www.gov.pl/web/ncbr

Skomentuj artykuł lub pozostaw opinię